Lot przebiegał bez większych niespodzianek. Lecieliśmy w miarę poziomo i z rozsądną prędkością. Generalnie oglądałem filmy i co pewien czas wstawałem zobaczyć przez okno gdzie jesteśmy. Najpiękniejszy widok to były góry w Turgistanie. Ostatnie mało zaludnione miejsca jakie mogłem oglądać przed lądowaniem w Indiach. Ale o tym nie wiedziałem...





Wylądowałem w Chennai o pirwszej w nocy. Na zewnątrz czekał na mnie pewien człowiek i samochód który zawiózł mnie do Vellore (150 km) do hotelu. A hotel po prostu uroczy. Gdzie jest wejście z zewnątrz to jeszcze wiedziałem...





...ale w środku to musiałem się zawsze chwile zastanowić gdzie iść.





Całą noc śnił mi się huk samochodów, klaksonów i krzyki ludzi. Po śniadaniu, gdy wyszedłem na ulicę, zacząłem się zastanawiać czy ten o sen nie ma związku z sytuacją drogową wokół hotelu... Po prawej stronie drogi zaczyna się teren kliniki tutejszej akademii medycznej (Christian Medical College) w Vellore...





...w której gościł mnie ten oto człowiek: doktor Bobby John! Przesympatyczny, nieobliczalnie gościnny gospodarz i wspaniały człowiek! Pierwszego dnia pokazał mi klinikę, teren koledżu i zaprowadził na górę bym zobaczył widok na okolicę. To były ostatnie promienie słońca.





A koledż-akademię medyczną założyła w 1900r doktor Ida Sophia Scudder. Pochodziła z ameryki, była protestantką i na początek założyła klinikę z jednym łóżkiem. Potem, jak to bywa, szpital rozrastał się, rozszerzał o działalność dydaktyczną i tak oto dziś jest jednym z bardziej znanych ośrodków badawczych w świecie medycznym. Na zdjęciu wejście do historycznego budynku reprezentacyjnego w którym przyjmowano (i nadal przyjmuje się) gości koledżu.





Na prawo aula wykławdowa. Na lewo jakieś ozdobne krzaki.





To zdjęcie wybrałem nie tylko dlatego że w miarę normalnie wyszedłem, ale głównie dlatego, że dobrze pokazuje podstawowe różnice w urodzie (tak, tak...) europejskiej i południowo-indyjskiej. Ps. Ten drugi na zdjęciu to pracownik chyba techniczny lub handlowy szpitala. Kupił mi kabel do aparatu który zgubiłem (już drugi raz) i przy okazji zrobiliśmy sobie zdjęcie.





W Vellore byłem kilka dni. Spędziliśmy trochę czasu z Bobbym omawiając sprawy naukowe a resztę czasu (pięć dni) miałem spędzić zwiedzając region w którym byłem, czyli Tamil Nadu. Ale o tym w następnym odcinku... Trochę krótki ten odcinek więc przepraszam jeśli ktoś spodziewał się więcej. Jakoś mało zdjęć zrobiłem w Vellore. Ah, i uwaga dotycząca zdjęć. Przeczytałem w przewodniku, że hindusi nie lubią być fotografowanymi, więc nie robiłem portretów. Ale gdybym zrobił każdemu oszustowi-naciągaczowi zdjęcie (a wobec nich nie miałbym skrupułów) miałbym niezłą kolekcję!